MISTRZ POLSKI W PRZEŁAJACH - 10km

          Start w Mistrzostwach Polski w biegach przełajowych był dla mnie przede wszystkim wielką niewiadomą. Od dwóch lat nie startowałem w tej konkurencji ani nie miałem kolców na nogach. Bieganie na tak krętej i pofałdowanej trasie nie jest łatwe dla maratończyków, ciągłe zmiany rytmu i kierunku biegu nie współgrają z naszym treningiem. Mimo ,że trenowałem zaledwie cztery miesiące od wznowienia treningu to moim celem od początku do końca było złoto. Cel został zrealizowany.

           Do Iławy przyjechałem z żoną już w piątek, dwa dni przed biegiem. Chciałem odpocząć od zgiełku i natłoku myśli. Zamierzałem skupić się wyłącznie na czekającym mnie wyzwaniu. Była to bardzo dobra decyzja, przez te dwie doby odpocząłem i nabrałem energii. W przeddzień startu wybrałem się na trasę aby pokibicować zawodnikom mojego byłego trenera Eugeniusza Markowicza startującym w MP juniorów. Przy okazji zrobiłem rozruch na trasie. Dzięki temu mogłem zaplanować taktykę oraz dobrać odpowiednie wkręty. Trasa mimo ,że była szybka okazała się bardzo trudna technicznie. Do pokonania mieliśmy dziesięć pętli z wieloma ostrymi zakrętami, podbiegami oraz zbiegami. Wiedziałem ,że moim atutem będzie przyczepne podłoże. Nigdy nie przepadałem jednak za zakrętami zmuszającymi do zmiany rytmu biegu. Po powrocie do hotelu czekała na mnie kolacja złożona z kolejnej porcji makaronu. Wieczorem wybrałem się jeszcze na spacer, w trakcie którego szukałem motywacji na następny dzień.

 

           Z samego rana zacząłem przygotowania do startu. Spakowałem wszystko, rollowałem nogi oraz rozciągałem się delikatnie. Na rozgrzewkę wybrałem się z kolegami, z którymi miałem tego dnia rywalizować o zwycięstwo. Mimo ,że jesteśmy dla siebie przeciwnikami to lubimy ze sobą spędzać czas i wspieramy się nawzajem. O 12.05 nastąpił strzał startera. Na prowadzenie wysunął się T. Szymkowiak , którego zmieniłem po pokonaniu pierwszego okrążenia. Przyspieszyłem, chciałem sprawdzić jak się czuję. Atak spowodował ,że grupa się rozerwała i na bieg za mną zdecydowało się jedynie 3 zawodników. W takiej chwili często myśli się ,, o jednego za dużo, medale są tylko trzy” ! Kilometr później zmienił mnie A. Nowicki, który tego dnia był bardzo dobrze dysponowany, prowadził przez większą część dystansu. Na 5 lub 6ym kilometrze zdecydowałem się na wyjście na prowadzenie i próbę rozerwania grupy. Jeden zawodnik nie wytrzymał tego ataku, zostało nas trzech. Biegli ze mną Adam Nowicki i Tomasz Szymkowiak. Na prowadzeniu po raz kolejny zmienił mnie Adam, który dyktował równe i mocne tempo. Schowałem się więc i skupiłem na ,,trzymaniu". Na trzy okrążenia przed metą zacząłem odczuwać duży kryzys. Przestało mi się biec komfortowo i miałem trudności z utrzymaniem przeciwnika. Z rywalizacji o złoto odpadł T. Szymkowiak. Srebro wydawało się już niemal pewne. W swojej kolekcji posiadałem już jednak dwa medale tego koloru wywalczone w przełajach. Moim celem był medal, którego jeszcze nie posiadałem. Adam próbował mnie zgubić dyktując coraz szybsze tempo. Dzięki dopingowi bliskich oraz znajomych udało mi się przezwyciężyć kryzys i na ostatnie okrążenie wbiegłem zaraz za A. Nowickim. Decydująca walka rozegrała się na ostatnich 500m. Zaatakowałem bardzo mocno na zbiegu, nie zrobiło to jednak wrażenia na moim rywalu, który trzymał mnie kurczowo. Co gorsza zmienił mnie na prowadzeniu zdecydowanie przyspieszając. Zrobiła się kilkumetrowa luka między nami. To był krytyczny moment, nogi odmawiały posłuszeństwa. Podjąłem jednak udaną próbę sklejenia Adama. Zaatakowałem po raz kolejny, nie miałem już siły na mocny atak. Zostało 300m do mety a Adam ciągle biegł za mną, po chwili wyprzedził mnie po raz kolejny. Był kilka kroków przede mną a meta była coraz bliżej. Zbliżaliśmy się do ostatniego zakrętu, za którym zostało ostatnie 100m. Widziałem ,że rywal biegnie już na przysłowiowego ,,maksa”. Ruszyłem więc ile sił w nogach, niestety nie było ich wiele. Zacząłem się jednak lekko oddalać od Adama. Nogi uginały mi się, martwiłem się aby starczyło mi energii. Taśma oznaczająca metę była coraz bliżej. Przeciąłem ją jako pierwszy, Adam wpadł na metę zaledwie dwie sekundy za mną. Świadomość ,że udało mi się wygrać była wspaniałym uczuciem. Wiedziałem ,że w tym momencie pokonałem nie tylko rywali ale również samego siebie. Po biegu nie mogłem długo dojść do siebie, dałem z siebie 110%. Było jednak warto...